Z deskorolką od zawsze związani byli kreatywni ludzie. Mowa tu chociażby o twórcach filmów, dzięki którym mamy przyjemność oglądania najlepszych trików danej ekipy, ale również po latach cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie jak kiedyś jeździło się w danym mieście. Pierwszy artykuł w historii tego portalu postanowiłem poświęcić właśnie nagrywaniu deskorolki. O tym jak zmieniło się to na przestrzeni lat najlepiej opowie Michał „Kruger” Rejent, czyli twórca pierwszego w historii polskiego filmu deskorolkowego (Paranoja, 1991r.) oraz Krzysiek Godek – aktualnie najbardziej płodny filmowiec. Całość obrazuje różnice w nagrywaniu filmów na przełomie 30 lat, ale opowiada też o produkcjach obu autorów.
Michał “Kruger” Rejent
W emitowanym 30 (wow!) lat temu programie „Sami o sobie” zachęcałeś widzów do nagrywania filmów mówiąc, że to naprawdę prosta rzecz. Ciekawie patrzy się na to z perspektywy czasu, w momencie, gdy możemy po prostu wyciągnąć telefon z kieszeni, nagrać na nim triki, a potem na tym samym telefonie podłożyć muzykę, zmontować go i jednym kliknięciem wrzucić w miejsce, gdzie mogą obejrzeć go ludzie z całego świata. Myślę, że wiele młodych osób może być zainteresowanych tym, jakim sprzętem było trzeba wtedy dysponować, aby zabrać się zarówno za nagrywanie jak i późniejszy montaż.
Wtedy nie istniała cyfra, więc był to przekaz analogowy. Wszystko nagrywało się na taśmę. Teraz może być problem w mówieniu o tym ludziom, bo ktoś, kto ma dzisiaj 16 lat nie musi wiedzieć, co to jest taśma magnetyczna. Nie musi też wiedzieć, jak działała kaseta magnetofonowa, ani co to jest kompakt dysk… Miałem kamerę, która nazywała się Hi8. Była nowoczesna, bo była mniejsza od VHSu i była skejtowa, bo nakleiłem na nią naklejkę Thrashera. Nie miała stabilizacji obrazu, więc musiałem miękko jeździć na desce. Myślę, że wtedy była to jedna z najważniejszych cech operatora filmów deskorolkowych – żeby super umieć jeździć na desce, omijać kamyszki, robić zakręty i odpychać się tak, żeby tego nie było widać w obrazie. Montaż był bardzo podobny do tego, jak kiedyś montowało się filmy na taśmie filmowej tzn. przetnij, wklej, kopiuj, przetnij, wklej, kopiuj i tak dalej na żywym materiale. Trzeba było mieć dwa magnetowidy – na jednym puszczać, na drugim nagrywać i robić stop klatkę wtedy, kiedy chce się zrobić cięcie. Na tym pierwszym wyszukiwać kolejnej sceny, puszczać jednocześnie play i zwalniać pauzę w nagrywaniu na drugim. Jak Ci się nie podobała jakaś rzecz w środku to musiałeś całość edytować od nowa. Do tego wszystkiego mieliśmy takie małe pudełko – mikser audio. Muzykę puszczaliśmy z kasety i tam były dwa suwaki, które wyciszały dźwięk z pierwszego magnetowidu, a mogły zgłośnić źródło audio w drugim. W ten sposób montowaliśmy i właśnie tak powstawała kaseta matka, którą można było dowolnie przegrywać na dowolne ilości. Całość montowaliśmy jednorazowo i zajęło to 3 dni pod rząd prawie bez spania – taka była nasza ekscytacja.

Foto: Rafał Wielgus
Kończąc jeszcze temat sprzętu, jestem ciekaw czy miałeś wtedy fisheye.
Jak zacząłem nagrywać deskorolkowe rzeczy to faktyczne trafiałem na taką przeszkodę, że nie mogę być tak blisko kogoś kto wykonuje triki jak chciałem, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, z czego to wynika. Myślałem, że jest spowodowane słabą kamerą. Dopiero potem na zawodach deskorolkowych w Holandii, zobaczyłem chłopaków ze Stanów, którzy mieli rybie oko i wytłumaczyli, że to jest specjalna nakładka dająca efekt znany z filmów. To było wtedy marzenie, które nie było do kupienia w Polsce. Całą Paranoję kręciliśmy bez rybiego oka.
Jako, że to pierwszy polski film to nie mieliście nawet kogo zapytać lub podpatrzeć jak nagrywa się takie produkcje. Jak wyglądało nagrywanie? Zabierałeś ze sobą kamerę na każde wyjście na deskę? Mieliście z góry założony plan na triki czy całość wychodziła spontanicznie? Wiedziałeś jak mniej więcej ma wyglądać efekt finalny i tylko zbierałeś jego poszczególne elementy czy po prostu nagrywałeś, a potem myślałeś, co z tym zrobić w montażu?
Zanim zacząłem jeździć na deskorolce, byłem takim filmowym freakiem i kochałem filmy. Moim marzeniem było chodzić do kina na każdy film świata albo oglądać je w telewizji. Jak zacząłem kochać deskorolkę to się przerzuciłem na filmy deskorolkowe, które katowałem całą dobę. Myślę, że teraz jest tak dużo filmów, że nikt tyle razy nie obejrzał jednego filmu, co my wtedy – jednego setki razy. Jak ma się 15 lat i jest w okresie chłonnego rozwoju to wiedza szybko wchodzi w człowieka, więc chętnie uczyłem się jakie robić kadry i w jaki sposób montować. Do tego dochodzi jeszcze to, że zawsze w dzieciństwie lubiłem robić kreatywne rzeczy np. nagrywać udawaną audycję radiową, robić kasety-składanki punkowe i samemu sobie rysować na nie okładki. Mam na myśli twórcze działania mające zaznaczyć w świecie moją ideę. Z deskorolką było tak, że ultra ją kochałem i jeździłem na niej całymi dniami, ale na pewno nie byłem predysponowany, żeby jeździć najlepiej na świecie i tak pochłonęła mnie kamera. To było coś kreatywnego i miało związek z deskorolką. Brałem więc tę kamerę i chciałem powtórzy kadry, które widziałem na filmach Powella Peralta, H-Street czy Speed Wheels Speed Freaks. Na pewno najmocniej byłem pod wpływem filmu Propaganda od Powella Peralty. Pamiętam też, że gdy już wypuściliśmy Paranoję to udało nam się pojechać na zawody do Munster ekipą i tam był pokaz filmu (pewnie przez wielu uważanego jako najlepszy film deskorolkowy), czyli Blind Video Days. On był tak przełomowy, że ja oglądając ten pokaz pomyślałem sobie „Boże jaka ta Paranoja jest niepotrzebna” (śmiech).

Foto: Rafał Wielgus
Filmu niestety nie można obejrzeć w sieci (choć może planujesz go wrzucić na YouTube?), więc opowiedz proszę na jakich miejscówkach go nagrywaliście i kto w nim wystąpił.
Nie wiem jaki jest teraz stan magnetyczny tej taśmy. Perez chciał kiedyś zrobić premierę na Sk8front, ale wtedy czułem, żeby to trzymać i zrobić z tym coś większego, dlatego nie trafił na YouTube.Film był wyraźnie podzielony na skejterów, którzy mieli swoje sekcje. Każda była z muzyką w innym stylu. Plastek i Rafał, z którymi montowałem, chcieli mieć swoją muzykę, a ona niekoniecznie mnie się podobała. Miałem swoją wizję reżyserską i już kręcąc miałem pomysł, jaką będzie miała sekcję dana osoba. W filmie jeździ na pewno Areczek. Umiał jeździć na rampach, więc jego sekcja jest głównie kręcona na skateparku na Stegnach (ten, gdzie Rodney Mullen robił swój pokaz). Ponieważ Areczek był ze Stęgien to właśnie tam nagrywał i w jego części nie ma nic w centrum. Ja z Rafałem i Plastkiem jeździliśmy na głównych warszawskich miejscówkach, czyli Witos, Capitol, trochę na Złotej i w centrum. Perez jeździł pod Capitolem. O dziwo bardzo mało jest tam KC. Chyba akurat tej wiosny w 1991 roku zaczął się remont i nas wygonili pod Witosa. Wcześniej mocno tam jeździliśmy, ale na filmie mało jest trików stamtąd. Jest jakaś minirampa na Gocławiu, którą zbudował Maja ze Stefanem i nawet ja tam na niej jeżdżę w filmie. Taka bardzo mini, ale sympatyczna. Olaf Przybyszewski był z Ursynowa, więc ma dużo trików stamtąd. Jest też śmieszna sekcja upadków. W moim przejeździe są moje lokalne rzeczy, czyli osiedle przy Domaniewskiejm, tam gdzie teraz jest Galeria Mokotów. Każdy z nas nagrywał głównie na miejscówkach na swoim osiedlu. Nie robiliśmy wtedy wyjazdów do innych miast czy zagranicznych.
Wiem, że nie byliście pierwszymi polskimi skejtami, ale jak w tamtych czasach wyglądało postrzeganie Was przez społeczeństwo? Przechodnie oglądali Wasze triki?
Przypomina mi się, że tak bałem się, że ktoś mi ukradnie kamerę, że trzymałem ją w najgorszym, najstarszym plecaku jeszcze z podstawówki poplamiony atramentem żółto-różowy z cienkiego ortalionu. Była to naprawdę jedna z najgorszych rzeczy na świecie, ale dzięki temu nie bałem się trzymać w niej sprzętu. Na ulicach byliśmy wtedy postrzegani egzotycznie. Było to dziwne, ale w wymiarze ciekawym. Mieliśmy szerokie spodnie. Wtedy dosłownie nikt takich nie miał. To nie były czasy raperów i po prostu nikt poza nami nie miał szerokich spodni czy bandany na głowie lub czapki z daszkiem. Całe nasze ubrania i to, co robiliśmy było ultra egzotyczne. Budziło to zaciekawienie poza jakimiś incydentami, które wynikały z tego, że ktoś robi grinda na murku albo deska mu wpada na trawnik. Dla ludzi nasz widok był szokujący, ale pozytywnie. Jak my spotkaliśmy kogoś z deską to też od razu podchodziliśmy. Nie było myśli „o kolejni ludzie jeżdżą” tylko zaciekawienie skąd są i gdzie kupili deski.

Foto: Rafał Wielgus
Mnie jako kolekcjonera zastanawia czy film był wydany w wersji fizycznej. Przeprowadziłem małe śledztwo. W INFO 5 mówiłeś, że nie był wydany fizycznie, ale w INFO 1 w recenzji Twojego drugiego filmu „Kronika” jest podana informacja, że właśnie Kronika jak i Paranoja to pierwsze polskie filmy, które było można kupić w skateshopach. W wywiadzie, który przeprowadzałeś z Perezem mówiłeś, że faktycznie było zrobione tylko około 10 sztuk dla znajomych. Jak to wyglądało?
Paranoja nie była na pewno dostępna w skateshopach. Wtedy w Warszawie był skateshop na Smolnej i na Gocławiu. Były jakieś sportowe sklepy, które zaczęły handlować deskami, ale to nie były skateshopy w moim rozumieniu, bo nie budowały kultury. Paranoję skopiowaliśmy na kilku kasetach, może to było z 10 sztuk. Co ciekawe, tylko do jednej zrobiliśmy okładkę. Wtedy taka okładka to był problem. W Warszawie były dwa kolorowe ksero i wydruk tej jednej strony kosztował na dzisiejsze pieniądze około 100zł. Wzięliśmy sobie jakieś zdjęcia, zrobiliśmy z nich kolaż i napisaliśmy ręcznie Paranoja. Mieliśmy taką jedną kasetę z okładką i w środku była jeszcze naklejka na tę kastę, ale tylko na jednej sztuce. Pozostałe przegraliśmy i każdy dał ją swoim znajomym – tak wyglądała wtedy dystrybucja filmu.
Krzysiek Godek
Zanim przejdziemy do pytań stricte dotyczących konkretnie Twoich filmów, porozmawiamy o samym filmowaniu. Chciałbym poruszyć kwestie, o których opowiadał Michał Rejent, żeby czytelnicy mieli porównanie tych kwestii i ich zmian na przestrzeni 30 lat. Zacznijmy od tego, jakim sprzętem trzeba teraz dysponować, żeby nagrywać i montować filmy deskorolkowe?
Tak naprawdę jakimkolwiek. Nie ma żadnych ograniczeń. Palace robi fajne filmy na VHS, wstawki cały czas są robione na taśmowych 16mm, cały czas jest zajawa na VX1000 i kasetki miniDV. Z tego, co zauważyłem w ostatnim czasie najpopularniejsze są kamery HD Panasonic. Sam przed chwilą taką nabyłem po jakiś 10 latach nagrywania lustrzankami Canona, ale każdy generalnie nagrywa czym chce. Nawet GoPro da się dobrze nagrywać chociaż trochę głupio wygląda jazda z pudełkiem zapałek na patyku, ale na przykład @drpurpleteeth udowadnia, że można tym coś niesamowicie nagrać. Również dowiedziałem się ostatnio od znajomego filmera z Paryża, że w „branży”, aby nagrywać dla skejt korporacji podobno musisz miecćcentury extreme fisheye i kamerę Panasonic z serii HPX/HVX. No i znajomości.

Foto: Kuba Perzyna
Michał mówił, że gdy nagrywali Paranoję to widok skejtów na ulicach Warszawy był dość rzadki i zawsze w takiej sytuacji zatrzymywali się, żeby podpytać skąd dokładnie są i jakie mają deski. Spędziłeś masę czasy na warszawskich spotach. Widok skejtów na ulicach to pewnie teraz norma? Spotykasz dużo młodych skejtów czy oni raczej wolą skateparki?
Spotykam na co dzień bardzo wielu skejtów. Najwięcej co prawda w okolicach skateparków, ale również na streecie. Absolutnie jest to powszechny widok na tyle, że czasem nie zwracamy na siebie uwagi jak zwykli przechodnie. To w Warszawie, bo gdybym spotkał skejta w moim rodzinnym Gnieźnie to na pewno nie minęlibyśmy się bez słowa.
Przed nagrywaniem filmów masz na nie konkretny plan i po prostu odhaczasz sobie poszczególne elementy czy działasz spontanicznie tzn. nagrywasz, a potem z biegiem czasu zaczynasz kreować sobie w głowie wizję danego filmu?
Zdecydowanie spontanicznie. Fajnie byłoby móc czasami coś zaplanować, ale z doświadczenia wiem, że jeśli coś się zaplanuje to efekt jest odwrotny od zamierzonego. Dlatego raczej rzucam się w wir wydarzeń. Zachęcam codziennie skejtów do wyjścia, proponuję jakieś znalezione wcześniej spoty. Na co jest w danej chwili zajawa, to robimy. Jak już widzę, że komuś zależy i wychodzi częściej niż inni to przebąkuję, że jest szansa na part i fajnie byłoby przycisnąć.

Foto: Patryk Kłosowski @foto.patrol
Wróćmy na chwilę do czasów Twojego pierwszego filmu nagranego z gnieźnieńską ekipą. Skąd w ogóle wzięła się u Ciebie zajawka na filmowie? Po prostu miałeś dostęp do kamery, więc Ty nagrywałeś czy miałeś wizje na materiały i chciałeś się w tej kwestii rozwijać?
Miałem zajawę oglądać jazdę lepszych od siebie i uznałem, że trzeba te rzeczy uwiecznić. Również był to dla mnie super sposób na spędzanie wolnego czasu, a przy okazji robiąc coś pożytecznego, co zostanie na zawsze. Kapsuła czasu. Pierwsze nagrywki robiłem na jakimś kompaktowym aparacie cyfrowym. Później kupiłem kamerę na kasetki digital8.
Tak jak na początku filmowania mogłeś traktować to wyłącznie w formie zajawki tak w naszym ostatnim wywiadzie na stronie Red Bulla mówiłeś, że przez ostatnie 2 lata mogłeś utrzymywać się z filmowania deskorolki. Jestem ciekaw jak udało się to zrealizować, gdyż niestety w Polsce nie jest to standard. Jakie współprace nawiązałeś?
Miałem fuchy od SH, Vans czy Red Bull i równocześnie robiłem też swój projekt. Super, że się udało chociaż 2 lata. Bardzo chciałbym, żeby było tak dalej. Kiedyś miałem okres, w którym wyjechalem za granicę. Ciężką fizyczną pracę traktowałem priorytetowo, a nagrywanie drugorzędnie. Mega nie lubiłem swojej pracy i uznałem, że tak nie może wyglądać reszta mojego życia. Wolę żyć skromnie, ale robić to, co lubię. Codziennie jak wstaję pytam kto śmiga. Wychodzimy, przeglądamy dostępne spoty, rzucamy się w wir wydarzeń.
Przez tyle lat nagrywania, musiałeś przeżyć masę świetnych, ale też przerażających czy śmiesznych historii. Jaka/jakie najbardziej zapadły Ci w pamięci?
Ostatnio 4 ochroniarzy niosło mnie za ręce i nogi… ciekawe przeżycie. Kiedyś jak byliśmy z Mazim w Barcelonie to mieliśmy pościg jak z filmów akcji. Ochroniarz zapędził nas w kozi róg, zaczął zakładać skórzane rękawiczki jakby miał nas zaraz zmasakrować. Ucieczka chyba 40 minutowa. Myśleliśmy, że już jest ok, a nagle koleś zajeżdza nam drogę, zostawia samochód na środku skrzyżowania i dalej nas goni.
Z jakim odbiorem spotkał się Suspicious? Jak frekwencja na premierach?
Bardzo dobry odbiór. Zajawa, że kogoś to jeszcze w dobie Insta obchodzi.
Jakie masz plany na najbliższy czas? Pracujesz już nad jakimś nowym materiałem?
Mam nową kamerę i chciałbym coś nagrać, zobaczymy jak to będzie. Póki co w dużym składzie pracujemy nad projektem Vans polsko/czeskim, który ma się ukazać w tym roku. Chciałbym też więcej wyjeżdżać z Warszawy, ale zobaczymy jak to wyjdzie.