Trudno było w ostatnim czasie śledzić polską scenę deskorolkową i nie natknąć się na ruchy marki Sober. Bartek Czosnek Maciejewski, Maciek Stępień, Kacper Mania i Patryk Smyczyński wkładają dużo serca w swoją markę i widać to chociażby w dbałości o szczegóły. Nawet projektując spodenki, nie wszyli tam wyłącznie swojej metki tylko zaprojektowali je tak, żeby… a zresztą przekonajcie się sami z poniższej rozmowy.

Jaka jest geneza powstania marki Sober i kto za nią stoi?
Geneza Sober jest taka, że od dzieciaka znaliśmy się z Kacprem Manią i Maćkiem Stępniem. Ciągle jeździliśmy do siebie do Krakowa, Katowic czy Łodzi. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że skoro i tak jesteśmy ekipą to czemu by nie zrobić czegoś swojego. Początkowo chodziło bardziej o ekipę deskorolkową i nagrywanie produkcji niż o samą markę, ale mnie od zawsze oprócz deskorolki jarało też projektowanie ciuchów, więc wiedziałem, że marka deskorolkowa będzie idealnym połączeniem. W technikum w Łodzi siedziałem w ławce z Patrykiem Smyczyńskim. Zamiast słuchać co tam baby na lekcji mają do powiezienia cały czas rysowaliśmy projekty do Sober. Patryk mega zajawił się Sober i do dziś odpowiada za dużą część strony kreatywnej i komunikacji marki. Przez to, że tylko we dwójkę byliśmy w Łodzi, sporą część Sober zbudowaliśmy właśnie tutaj od pierwszych projektów po całą identyfikację.

Z tego, co wiem sporo robicie sami. Opowiedz proszę jak wygląda praca nad nowa kolekcją od strony projektowej i samej produkcji.
Jeśli chodzi o stronę projektową to do tej pory praktycznie nie zleciliśmy nikomu żadnego projektu. Całą identyfikację marki i kolekcję tworzymy sami razem z Patrykiem. Na początku było ciężko, bo wszystkiego uczyliśmy się metodą prób i błędów, ale z czasem wypracowaliśmy swój sposób pracy. Nad kolekcją pracujemy praktycznie cały czas. Nigdy nie jest tak, że robimy tylko jeden produkt. W jednym momencie powstaje kilkanaście rzeczy i do dropu trafiają te, które są po prostu gotowe. Reszta sobie czeka na kolejny. W przypadku koszulek mamy już swój własny krój, więc możemy skupić się na projektach. Zawsze mamy dziesiątki pomysłów na teesy i z nich po prostu wywalamy odrzuty, trochę jak z klipami do filmu. Zawsze boli jak się wyrzuca tyle pracy ale niestety jakościowa premiera tego wymaga. Najbardziej jaram się spodenkami, bo to był projekt, o którym myślałem bardzo długo tylko nigdy nie było tyle budżetu, żeby się za to zabrać. Chciałem zrobić coś, czego sam szukałem i nie mogłem znaleźć. Krój zaprojektowałem od zera, nawet takie detale jak szlufki są celowo grubsze i opuszczone względem linii pasa. Dzięki temu przy mocnym zaciśnięciu paska materiał nie wywija się do przodu, co zawsze mnie wkurzało w większości spodenek, które nosiłem. Od tego dropu do strony projektowej dołączył też Blacha, więc można powiedzieć, że oprócz ekipy deskorolkowej stajemy się też kolektywem grafików/designerow. Mega się jaram że to dla nas taki naturalny kierunek rozwoju.

Muszę przyznać, że ostatnie zapowiedzi wyglądają imponująco biorąc pod uwagę również fakt, że macie swoją siedzibę. Co to za miejsce i jakie są na nie plany?
Tak naprawdę ta siedziba powstała z potrzeby, bo przez długi czas pracowałem u rodziców. W jednym pokoju miałem magazyn, w drugim krojownię i pracownię. Z czasem zrobił się z tego totalny chaos i wiedziałem, że muszę znaleźć miejsce, w którym będzie można normalnie pracować. Śmieszna historia jest z szyciem, bo moja mama szyje zawodowo zasłony i ma własną pracownię. Miałem absolutny zakaz korzystania z jej maszyn, bo nie chciała mnie uczyć i była przekonana, że coś zepsuję. Oczywiście nauczyłem się sam i faktycznie kilka razy kończyło się serwisem, więc później musiałem kombinować tak, żeby szyć tylko wtedy jak jej nie ma i tak żeby nic nie popsuć. W tym samym czasie Paweł z Siano też szukał magazynu, bo jemu również zaczynało brakować miejsca. Stwierdziliśmy, że zamiast wynajmować osobno, zrobimy to razem. Tak powstała wspólna przestrzeń Siano i Sober. Dzisiaj to nie jest już tylko magazyn. To miejsce, gdzie projektujemy, organizujemy sesje, spotykamy się i rozwijamy kolejne projekty. Swoją bazę ma tam też Skate Strategies, gdzie jestem odpowiedzialny za sekcje wizualną, więc wszystko zaczyna się skupiać w jednym miejscu i dzięki temu dużo łatwiej działać.

Jesteście świeżo po pierwszym Pop Upie (tu props za fajne zapowiedzi!). Jak wyszło?
Dzięki! Szczerze mówiąc przerosło to nasze oczekiwania. Od początku chcieliśmy, żeby to nie był zwykły sklep na jeden dzień tylko miejsce, gdzie ludzie przyjdą się spotkać, pogadać i dobrze spędzić czas. Wyszło chyba nawet lepiej niż zakładaliśmy. Był totalny melanż, dużo beki, mega gruby pojedynek we flany i chyba najbardziej niespodziewany hit całego dnia to gra w krzesła. Serio – nikt się nie spodziewał, że zrobi taki rozpierdol. Mimo, że to nie było wydarzenie deskorolkowe i nie było żadnych best tricków, klimat był nie do podjebania. Sporo rzeczy wyprzedało się jeszcze w trakcie wydarzenia. Sam nie wiem ile razy musiałem komuś powiedzieć, że „to już się skończyło” i patrzeć na jego zawiedzioną minę. Z jednej strony szkoda, z drugiej to chyba najlepszy znak, że ludzie naprawdę czekali na ten drop. Po tym pop upie utwierdziłem się tylko w tym, że chcemy robić takie wydarzenia częściej. Nie chodzi tylko o sprzedaż ubrań, ale o budowanie miejsca, do którego ludzie po prostu chcą wbijać.

Fajnie, że tylko rozochociło Was to do dalszego działania. Możesz zdradzić plany na kolejne eventy?
Jeśli chodzi o kolejne eventy, to uwierz mi, bardzo chciałbym powiedzieć wszystko już w tej chwili. Niestety, obowiązuje mnie tajemnica. Mogę tylko powiedzieć, że pierwszy Pop Up był dopiero początkiem.

Zaciekawił mnie wspomniany wyżej temat spodenek i dbałości o szczegóły, który tu mocno wybrzmiał. Opowiesz proszę więcej o tym produkcie? Może jeszcze jest jakiś produkt, który może wyglądać „normalnie”, a skrywa w sobie nietypowe rozwiązania?
To chyba wynika z mojego podejścia do projektowania. Lubię rozwiązywać problemy, które sam widzę w ubraniach. Większość rzeczy, które wypuszczamy w Sober, to po prostu produkty, które sami chcielibyśmy mieć. Jeśli czegoś mi brakuje albo coś mnie irytuje, to wolę zrobić to po swojemu niż czekać, aż zrobi to ktoś inny. Przy spodenkach największym wyzwaniem było znalezienie odpowiednich proporcji. Bardzo łatwo jest zrobić ogromne spodenki, które z tyłu wyglądają po prostu źle. Dużo czasu poświęciłem właśnie temu, jak układają się na tyłku i jak zachowują swoją formę podczas noszenia. W tym dropie raczej nie ma więcej produktów z ukrytymi rozwiązaniami, ale mogę powiedzieć, że na sezon zimowy szykujemy rzeczy, przy których takich detali będzie zdecydowanie więcej. Na razie nie chcę jeszcze za dużo zdradzać.

Czyli to, że tak dużo robicie sami trzeba traktować zdecydowanie poważnie patrząc na to, że sam również odpowiadasz za szycie. Chętnie dowiem się więcej o Twojej nauce szycia (może mama przymknie oko jak będzie to czytać). Co jest w tym najtrudniejsze? Jak przebiegała Twoja nauka? Co Cię najbardziej zaskoczyło w tym procesie?
Na początku muszę sprostować jedną rzecz. Nie szyję całych kolekcji sam. Moją rolą jest wymyślenie produktu, uszycie pierwszych sampli i dopracowanie kroju. Dopiero kiedy jestem zadowolony z efektu, całość trafia do szwalni, która zajmuje się produkcją. Na samym początku naszej przygody zdarzało się też, że zamawialiśmy gotowe produkty i doszywaliśmy tylko własne metki, bo koszty produkcji całych nakładów były po prostu zbyt duże dla chłopaków, którzy jeszcze chodzili do szkoły. Najśmieszniejsze jest chyba to, jak wyglądała moja nauka. Wiedziałem, że pierwsze próby i tak będą beznadziejne, więc w ogóle nie skupiałem się na jakości. Wręcz przeciwnie. Moim celem było uszyć pierwszą wersję jak najszybciej i możliwie najgorzej, byle tylko zobaczyć czy ten pomysł w ogóle działa. Dopiero później prułem wszystko, poprawiałem krój, szyłem drugi raz, trzeci, piąty. I nagle okazywało się, że ta piąta albo szósta wersja wygląda już naprawdę dobrze, mimo że w pierwszej próbie zszyłem ze sobą 4 prostokąty na pałę. Podobnie jest z resztą rzeczy, które tworzymy. Animacje też wszystkie robimy sami. Otwarcie drugiego sezonu przygotował Patryk, a później siedzieliśmy jeszcze u moich rodziców i kolorowaliśmy ją razem markerami. I tak mam ze wszystkim. Zrobić jak najszybciej jak najwięcej prób i gdzieś tak od 3 lub 4 próby zacząć się starać. Z reguły ta 3 na odpierdol wychodzi dużo lepiej niż jakbym poświęcił cały dzień na to, żeby zrobić coś idealnie za pierwszym razem. To chyba właśnie deskorolka nauczyła mnie takiego podejścia. Nie ma sensu próbować zrobić czegoś idealnie za pierwszym razem. Dopiero próbując zaczynasz rozumieć, jak coś tak naprawdę działa.

Teraz trochę bardziej techniczne – gdzie można kupić Wasze produkty? Gdzie szukać informacji o nadchodzących nowościach?
Na ten moment wszystkie informacje wrzucamy na Instagram @sober.company, a produkty są dostępne na naszej stronie internetowej sobercompany.eu. Po rozmowie z zarządem, czyli z chłopakami z Sober, zdecydowaliśmy się, żeby rozszerzyć naszą obecność o skateshopy, ale tylko wybrane. Nie chcemy być wszędzie. Wolimy być w kilku miejscach, które naprawdę czujemy i z którymi sami chcielibyśmy być kojarzeni. Aktualnie nasze rzeczy można znaleźć w Kor Pow i bardzo się z tego cieszymy, bo to jeden z tych sklepów, które od początku były dla nas naturalnym kierunkiem. Rozmawiamy też z kilkoma kolejnymi, ale wszystko dzieje jest w tej chwili, więc nie chce zapeszać. Mnie na tym zależy, bo chciałbym kiedy ktoś napisze do mnie, że na stronie wszystko już zniknęło będę mógł odesłać go spokojnie, żeby polował jeszcze w swoim lokalnym core’owym skateshopie.

Trochę korporacyjnie, ale jestem ciekaw Twoich odpowiedzi. Możemy zrobić analizę SWOT? Jestem ciekaw jakie wg Ciebie marka Sober ma: mocne strony, słabe strony, szanse i zagrożenia.
Mocna strona Sober to zdecydowanie nasz zespół. Każdy wnosi dużą wartość. Dzięki temu większość rzeczy jesteśmy w stanie zrobić sami i nie musimy oddawać najważniejszych elementów marki na zewnątrz. To sprawia, że wszystko jest naprawdę nasze od pomysłu przez projekt, aż po finalny produkt.
Słaba strona to paradoksalnie dokładnie to samo. Robienie wszystkiego samemu daje ogromną satysfakcję, ale też bardzo spowalnia cały proces. Jednocześnie projektujemy, organizujemy produkcję, nagrywamy filmy, robimy zdjęcia i prowadzimy markę, więc niektóre pomysły potrafią czekać miesiącami na swoją kolej.
Naszą szansą jest na pewno to, że coraz więcej osób szuka autentycznych marek. Wiele brandów z czasem zaczyna produkować coraz więcej i trafiać do jak najszerszego grona odbiorców. My nie mamy takiej presji. Każdy z nas ma swoją pracę albo inne źródło utrzymania, więc nie musimy wypuszczać produktów tylko po to, żeby domknąć budżet. Dzięki temu możemy dalej robić limitowane rzeczy wtedy, kiedy naprawdę jesteśmy z nich zadowoleni. Drugą szansą jest sam team deskorolkowy. Mamy bardzo mocną i młodą ekipę i wierzę, że z roku na rok będzie tylko ciekawiej.
Największym zagrożeniem zawsze będzie utrata własnej tożsamości. Gdybyśmy kiedyś zaczęli robić rzeczy tylko dlatego, że dobrze się sprzedają to Sober przestałoby być marką, którą sami chcielibyśmy nosić. Drugim zagrożeniem są oczywiście kontuzje, bo deskorolka jest wpisana w to, kim jesteśmy. Paradoksalnie moja kontuzja ACL bardzo pomogła marce, bo miałem więcej czasu na projektowanie, ale wszyscy bardzo dobrze wiemy, że najważniejsze zawsze jest zbieranie klipów. A to w moim przypadku musi jeszcze trochę poczekać.