Kamil Zabielski (Skate Strategies) – wywiad

Chciałbym przygotowywać tu wywiady z jak najszerszą grupą osób związanych z deskorolką tak, abyście mogli zobaczyć ją z różnych perspektyw. Postanowiłem zrobić wywiad z instruktorem deski, a mój wybór padł na Kamila Zabielskiego. Tworzy on bardzo merytoryczne poradniki do trików na swoim profilu @skate_strategies , gdzie rozkłada je na czynniki pierwsze i widać jak mocno jest w to zaangażowany, a równolegle jeździ na bardzo wysokim poziomie. Z poniższej rozmowy dowiecie się między innymi, jakie rady daje swoim podopiecznym.

Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła się Twoja przygoda z deskorolką? 

Ta historia jest troszeczkę długa, ale postaram się opowiedzieć ją w sposób najbardziej zwięzły i krótki. Zaczęło się to, gdy mieszkałem jeszcze w Lubaniu na Dolnym Śląsku (małe miasto blisko czeskiej i niemieckiej granicy). Wtedy w moich oczach scena deskorolkowa tam kompletnie nie istniała. Mieszałem na takim malutkim osiedlu, a właściwie dzielnicy Lubania, w której nigdy nie widziałem, żeby ktoś jeździł na desce. Nie widziałem nikogo kto mógłby mnie w jakikolwiek sposób zainspirować. Nie miałem pojęcia, że jazda na deskorolce w ogóle istnieje. Pewnego dnia mój ojciec, który wrócił po pracy, przyniósł starą deskorolkę (taką naprawdę mega oldschoolową, na którą chyba do dziś mówi się „ryba” – owalny płaski blat z plastikowymi elementami u dołu do hamowania i railsami) dla mojego starszego brata. Pojeździł on dosłownie chwilę i okazało się, że nie pasuje mu to i nie sprawia takiej radości jak okazało się, że sprawia mi. Wziąłem tą deskę, zacząłem odpychać się na kolanie, jeździć na brzuchu i robić cokolwiek na niej, bo nie miałem pojęcia, że deska służy do tego, żeby robić na niej triki. Po prostu wziąłem tą deskę i zacząłem sobie na niej śmigać po ulicy od krawężnika do krawężnika, do końca ulicy i z powrotem i tak śmigałem będąc bardzo małym (miałem 6-7 lat). Później ta deskorolka kompletnie zniknęła dopóki nie wyprowadziłem się na osiedle po drugiej stronie miasta. Nagle się okazało, że bardzo blisko mnie jest skatepark, którego nigdy w życiu wcześniej nie widziałem. Podjarało mnie to totalnie, więc pojechałem tam. Wbijam na park, który został położony na starym torze kartingowym – takie pole okrążone oponami wmontowanymi w ziemię. Zobaczyłem tam innych skejtów!. Zajaranie się tym trochę śmiesznie brzmi jakbym zobaczył coś niesamowitego, ale dla mnie to była wtedy realnie niesamowita rzecz. Nie dość, że jest skatepark obok mnie to jeszcze widzę innych ludzi, którzy śmigają na desce i to nie tylko odpychają się na kolanie, ale nawalają triki, co było dla mnie mega szokujące. Skatepark, na którym jeździli został zbudowany przez więźniów Aresztu Śledczego w Lubaniu, którzy w ramach prac społecznych pospawali z blach i metalu rampy. To nie był drewniany ani betonowy skatepark tylko kawałek asfaltu, na którym były położone metalowe rampy. W środku lata, gdy było bardzo gorąco, na tych rampach można było autentycznie smażyć jajka tak gorąca była ta blacha (pozdro Blacha). Tak się zaczęła moja jazda na deskorolce – odkryłem skatepark i skejtów, a wśród nich między innymi Romana Betkowskiego, który dla mnie był Brucem Lee (w moich oczach był ikoną i mentorem wtedy). Za każdym razem, gdy już potem sam przychodziłem na skatepark to tylko czekałem kiedy przyjdzie Roman, żeby pokazać mu nowy trik. Chłopaki tam nie uczyli mnie zbyt długo. Nie była to w żaden sposób relacja instruktor – uczeń. Jeździłem wtedy zaledwie chwilę, a Roman i inni goście ze skateparku raczej już byli u końca swojej kariery deskorolkowej. Jeszcze jedna rzecz – gra Tony Hawk Pro Skater. Łupałem dzień i noc na Playstation 1 w Tonego Hawka i totalnie się jarałem. Troszkę dalej w przyszłość – oglądałem chociażby X-Games i inne zawody na Extreme Sport Channel.

Fot. Michał Dziamdziora @michaeldziomdziora

Zanim przejdziemy do tematu nauki chciałbym zapytać, co aktualnie sprawia Ci największą radość.  Łatwo zauważyć, że lubisz zawody, bo gdzie się nie pojawiasz tam robisz konkretne triki (chociażby kickflip indy transfer przez funbox w Bielawie czy kickflip boardslide na rurce podczas Depreszyn Seszyn). Pamiętam też Twoje nagrywki z filmu Siano Obiecane. Można było Cię zobaczyć w innych filmach? Planujesz jeszcze nagrywki do jakichś nadchodzących produkcji?

Największą radość sprawia mi obecnie praca. W ogóle od razu mi się chce śmiać, gdy powiem „praca”, bo spędzam nad nią kilkanaście godzin dziennie, a wszystko, co obecnie robię jest związane ze skateboardingiem. Uczę, prowadzę Skate Strategies, właśnie udzielam wywiadu, sam jeżdżę na desce. Robię to tylko dlatego, że sprawia mi to największą radość. Ostatnio to odkryłem. W ogóle nie chodzi o hajs. Chociaż trochę też. Każdy chce mieć pieniądze, ale najbardziej motywuje mnie fakt, że mnie to jara i mam zajawę na to. Dlatego tak brnę do przodu i się rozwijam. Przechodząc do dalszego pytania to nie wiem czy ja tak lubię zawody. Szczerze powiedziawszy w moim odczuciu na pewno nie czułem się nigdy do końca komfortowo na zawodach. Zależało też jaki miałem humor trochę. Nie ma tu psychologii sportowca. Nigdy szczególnie się w tym nie odnajdowałem, zwłaszcza jeśli chodzi o stres. Dlatego moich uczniów przygotowuję zupełnie inaczej na startowanie w zawodach. Sam przerobiłem kolosalną ilość błędów, z których wyciągnąłem wnioski i mogę się z nimi teraz podzielić. Lubię zawody, na których mam okazję wyciągnąć swoje triki – najlepiej zdecydowanie czuję się na best trickach. Lubię best trick na trudnym spocie czy trudnej przeszkodzie albo nawet streecie jak było na Depreszyn Seszyn. To najlepsze zawody, jakie przeżyłem od lat. Organizuje je Mateusz „Kaszkiet” Kałużny na harpagańskich trudnych streetowych spotach. Tam czuję się dobrze, bo wychowałem się na takim skateparku, który był hardcore’owy. Lubię jeździć tam, gdzie widzę, że jest trudno. Jara mnie to, że muszę się nakręcić i pokonać własny strach. Na Bielawie też było mocno. Tam jest taki klimat, że wszyscy nawalają. W zawodach lubię właśnie to uczucie, że jest pełna jazda i wszyscy nawalają, wychodzą z siebie, próbują przełamywać własne bariery i robić triki. To mnie jara najbardziej. Pierwsze, drugie, trzecie miejsce czy pięćdziesiąte piąte już tak bardzo mnie nie interesuje jak chodzi o mnie (może bardziej jak chodzi o moich uczniów). Co do filmów to byłem w filmie Siano Obiecane Pawła Madalińskiego i Kuby Dziworskiego, ale tylko epizodycznie. Miałem tam 4 może 5 trików. Złapałem się z Pawłem odrobinę na spontanie, ale posadziłem te kilka myślę mocnych numerów. Szkoda, że nie miałem okazji pojeździć więcej i więcej nagrać, bo cały czas mam z tyłu głowy jedną rzecz, która mnie trapi. Chodzi o to, że nie miałem jeszcze okazji, możliwości i czasu, żeby nagrać swój jeden życiowy jak najlepszy przejazd. Mam nadzieję, że uda się to może w tym lub przyszłym roku. Do każdego filmu, gdzie będę mógł wejść i wystąpić to z przyjemnością to zrobię, ale nastawiam się najbardziej do tego by nagrać samemu duży, mocny przejazd. Taki trochę przejazd życia. 

Skąd pomysł na to, żeby zacząć naukę jazdy na deskorolce? Jak wyglądały Twoje początki w tym?

Często w swoim życiu wykorzystywałem okazje, które mi się nadarzyły. Bardzo często nie chodzi tylko o to, żeby być super produktywnym tylko być skutecznie reagować na to, co przynosi Ci rzeczywistość. Mi świat przyniósł Łódź, gdzie przeprowadziłem się na studia. To tak naprawdę też było spontaniczną decyzją, bo wyprowadziłem się do Łodzi, żeby studiować dziennikarstwo, którego ostatecznie nie skończyłem (skończyłem inne studia). Przeprowadzając się tu, zacząłem jeździć po skateparkach i na Stawach Jana spotkałem Piotrka Dabova, który do dzisiaj prowadzi Super Skate Szkółkę. Od słowa do słowa Piotrek na początku zaprosił mnie na zajęcia, ale nie, żebym je prowadził tylko jako uczeń. Nie ukrywam, że wtedy lekko się zaśmiałem, ale prawdę powiedziawszy zastanowiłem się nad tym. Spotykałem go potem na różnych skatparkach i gdy zobaczył jak jeżdżę to wyszedł z drugiej strony i zapytał czy nie chciałbym być instruktorem. Dosłownie po może 2-3 miesiącach (odkąd mieszkałem już w Łodzi) dogadałem się z nim i zacząłem prowadzić zajęcia w jego szkółce. Wjechałem od razu „z pełnej”. Robiłem grupy, zajęcia indywidualne – było dużo zajęć i to się naprawdę szybko rozwijało. Mieliśmy okres, w którym robiliśmy wszystko we dwóch i była to ogromna ilość pracy (właściwie teraz jest jeszcze więcej i to mnie jara). Prowadząc zajęcia na początku na otwartych skateparkach, a później na pierwszej lokalizacji Łódź Skate Club okazało się, że to jest moje przeznaczenie. Jakkolwiek to śmiesznie brzmi, ale realnie to jest coś, co uwielbiam. Zawsze byłem bardzo komunikatywny. W szkole czy potem na studiach czy w różnych innych okolicznościach okazywało się, że jestem gadułą i lubię komunikować się z innymi ludźmi. Czuję, że potrafię trochę wyczytać, co druga osoba myśli, co zrobi i jak się zachowa, więc wiem w jaki sposób do niej podejść i porozmawiać. Tak to się zaczęło i tak to do teraz trwa.

Patrząc na Twoje poradniki widać, że podchodzisz do sprawy naprawdę bardzo profesjonalnie. Inspirujesz się jakimiś zagranicznymi trenerami czy sam rozkładałeś triki na części pierwsze i widziałeś, że efektywnie działa to na Twoich podopiecznych?

Uważam,  że wszystko w życiu jest kwestią prób. Nie ma innego wyjścia, żeby w końcu się udało. Tak jak z kickflipem – jeśli chcesz się go nauczyć możesz zobaczyć poradnik u mnie lub kogoś innego czy pójść na zajęcia, ale prawda jest taka, że to czy go zrobisz czy nie zależy od Ciebie i od ilości prób. Musisz próbować. Nie wyjdzie raz, drugi, trzeci, trzydziesty, trzysetny czy trzy tysiące razy nie zrobisz kickflipa, ale w końcu wyjdzie i załapiesz. Nagle otworzysz oczy i okaże się, że trzy tysiące razy zrobiłeś go, a nie już tylko próbowałeś. Tak samo jest w moimi poradnikami i pracą instruktora. To wszystko jest nauką na błędach. Jak zacząłem robić poradniki to po prostu podjąłem tą decyzję – zawsze chciałem nagrać poradnik, więc wyciągnąłem telefon, nagrałem poradnik, zmontowałem go i dodałem. Robiąc to regularnie uczyłem się jakiej techniki lepiej użyć i w jaki sposób najlepiej do tego podejść. Na deskorolce jest mnóstwo problemów, które się powtarzają i są schematyczne w jakiś sposób, ale wiem, że każda osoba jest inna i może mieć problem z innym elementem. Dlatego metodą prób i błędów, analizy i wyciągania wniosków dążymy do tego, żeby sprawdzić jak to powinno wyglądać, jak robić to dobrze i być skutecznym. Można coś robić wkoło robiąc cały czas to źle, więc wyciąganie wniosków i sprawdzanie czy dany sposób jest skuteczny są tak ważne. Dążę do tego, żeby wszystko było dobrze zoptymalizowane i przynosiło efekty, jakie zamierzyłem. 

Co według Ciebie wpływa najbardziej na progres podczas nauki? Jakie cechy powinien mieć dobry trener?

Szczerze odpowiem, że nie ma jednej takiej rzeczy. Jest to temat, który trzeba by obgadać pod różnymi względami, bo jest to zależne od osoby, warunków i ogromnej ilości czynników zewnętrznych (chociażby to w jaki sposób ktoś podchodzi do deskorolki). Może wymienię trzy najważniejsze rzeczy wpływające na progres, które przychodzą mi do głowy. Po pierwsze nastawienie na to, że deskorolka nie jest łatwa. Nigdy nie będzie tak, że wszystko przyjdzie jak “bułka z masłem”. Nawet jeśli czasem tak się stanie to zawsze tak nie będzie. Jeżeli jakieś elementy przychodzą Ci łatwo to pamiętaj, że wcale nie musi być tak przy dalszych trikach. Oczywiście nikogo tutaj nie straszę ani nic takiego, bo deska to coś cudownego. Właśnie w tym, że ona jest tak trudna i dużo wymaga jest w niej mega fajne. Dlaczego? Bo nieustannie uczy nas pokory. Trenuj, nie kwestionuj, jeździj po prostu jak najwięcej, rób triki i w końcu się uda. Musisz w to wierzyć i dobrze się nastawić, bo wszystko jest kwestią prób. Wow zabrzmiałem jak coach (śmiech). Sam po sobie zauważyłem, że w ogóle w życiu na wielu polach lepiej mi idzie odkąd przestałem kwestionować. Uwierz w to, co robisz i ucz się nowych trików. Nie musisz być Tonym Hawkiem ani Ryanem Shecklerem, a wiesz dlaczego? Bo możesz i zawsze to jest najlepszy wybór, żeby być sobą na desce. Nie porównuj się w ten sposób. Teraz wszyscy patrzą na Instagrama i myślą „o Boże ten jest lepszy ode mnie, ten jest lepszy ode mnie, ten jest lepszy ode mnie”. Nikt z tych osób, które właśnie obejrzałeś nie jest Tobą. Po drugie dobry trener powinien być skupiony. Jeśli chodzi o bycie instruktorem to musisz być instruktorem tylko tu i teraz – albo angażujesz się na 100% albo jesteś złym instruktorem. Bądź tu i teraz skupiając się tylko na zajęciach. Po trzecie zauważyłem, że osoby przychodzące na zajęcia uczą się najszybciej, gdy się dobrze bawią. Zajęcia mają być fajne, ma być dobra zabawa. To nie ma być katorżnicza praca tylko tak stworzone przez trenera warunki, żeby uczeń czy uczennica powiedzieli „WOW, było ekstra. Chcę jeszcze raz”. Ważne jest również bezpieczeństwo. Powinniśmy się jako trenerzy czy trenerki starać się zminimalizować prawdopodobieństwo tego, że ktoś zrobi sobie prawdziwą krzywdę. Chociażby asekuracja – to wcale nie polega na tym, żeby powstrzymywać od upadku. Uczniowie muszą uczyć się upadać. Trener nie jest od tego, żeby chwytać za ręce i trzymać tak, żeby nie pozwolić im nigdy upaść. Dobry trener pomaga w upadku, ale jak nie musi to nie podnosi. Chodzi o to, żeby nauczyć kogoś radzenia sobie w tych sytuacjach (jak upadać i jak wstawać).

Fot. Mikita Yelahin @mikita.jpg

Po tym, co mówisz widać w Tobie dużo pasji od chłopaka z małej miejscowości do lubianego trenera i bardzo dobrego deskorolkowca. Na pewno nie zamierzasz zwalniać tempa i jestem ciekaw jak w idealnym świecie widziałbyś siebie w przyszłość za na przykład 5-10 lat?

No właśnie… w idealnym świecie. Ta przyszłość jest nieprzewidywalna zwłaszcza biorąc pod uwagę obecne czasy, zmiany społeczne, sztuczną inteligencję i różnego rodzaju zmiany, które zachodzą chociażby w gospodarce światowej. Ciężko jest przewidzieć jak nasza rzeczywistość i świat będą wyglądać za 5-10 lat. Dla mnie idealny świat w przyszłości to taki świat, w którym będę mógł robić to, co robię teraz. Taka jest prawda. Będę mógł być wolnym człowiekiem, jeździć na desce, być instruktorem i jeździć z ziomalami na spoty. Jeżeli rzeczywistość mi na to pozwoli to będzie to dla mnie świat idealny. Jak widzę ten świat? Widzę go tak, że kontynuuję moje projekty Skate Strategies, rozwijam się pod tym względem tworząc dla Was coraz ciekawsze materiały, filmy i poradniki no i przede wszystkim mam nadzieję, że nadal będę zdrowym człowiekiem by realizować swoje pasje i jeździć na deskorolce. To jest chyba dla mnie rzecz najważniejsza. Po pierwsze zdrowie – mam nadzieję, że będę zdrowy i nie czekają mnie żadne nieprzewidziane i niefajne kontuzje. Po drugie mam nadzieję, że rzeczywistość pozwoli mi kontynuować moje projekty i moją pracę. Po trzecie mam nadzieję, że nic nie zmieni się pod względem zdrowotnym czy jakimkolwiek innym  w mojej rodzinie. Mam nadzieję, że wszystkie bliskie mi osoby będą zdrowe. Widzę siebie w przyszłości jako człowieka, który jest jeszcze bardziej spełniony na tle pasji i rzeczy, które realizuje. To jest chyba dla mnie rzecz obecnie najważniejsza chociaż z biegiem lat priorytety się zmieniają. Za 5-10 lat mogę mieć własną rodzinę, mogę być w troszeczkę innym punkcie życia, więc te priorytety mogą się zmienić. Jeżeli patrzę w przyszłość to z obecnego momentu życia, w którym się znajduję to są to dla mnie rzeczy priorytetowe (zdrowie, rodzina i żebym dalej mógł pracować). 

Masz jakieś deskorolkowe marzenia? Może jest jakimś miejscem na świecie, na którym możesz poznać pośmigać albo jakiś rider, z którym chcesz pojeździć?

Tych marzeń tak naprawdę nie mam sporo przyznam się, bo z natury raczej nie jestem marzycielem w ogóle. Nieszczególnie wybiegam w przyszłość wzrokiem i umysłem w taki sposób „co bym chciał, żeby się stało”. Bardzo mocno obecnie skupiam się na tu i teraz dlatego dosyć trudno jest mi odpowiedzieć na pytania, co czeka mnie w przyszłości, właśnie z tego względu, że bardzo mocno jestem zakotwiczony w rzeczywistości i w sytuacji, w której znajduję się obecnie. Czy mam deskorolkowe marzenia? Nie, ale na pewno mogę powiedzieć czego bym chciał, bo to jest bardziej coś, co mnie jara, a nie jest to aż tak wielkie, żeby nazwać to marzeniem. Na pewno chciałbym wyjechać do Barcelony pośmigać na desce, bo nigdy tam nie byłem. Numer dwa to na sto procent (nawet nie chciałbym, ale jestem pewien) polecę do Nowego Jorku. W 2023 roku była u nas ekipa Rockstar Bearings – kilka naprawdę mega mocarnych nowojorskich nazwisk. Oni przylecieli do nas do Polski, byliśmy w tourze w Łodzi, Krakowie, Katowicach i Zakopanem. Chłopaki zaprosili nas do siebie do Nowego Jorku. Mam nadzieję, że uda mi się to już w 2024, może w 2025 roku. Czy jest jakiś rider, z którym chciałbym pojeździć? Zawsze marzyłem od dzieciaka, żeby spotkać się i pojeździć z Tonym Hawkiem. O – to jest marzenie, o którym troszkę zapomniałem. Rzeczywiście ten Tony Hawk u mnie w głowie zawsze był wyidealizowany i był osobą dla mnie nieprawdopodobnie inspirującą. Zwłaszcza teraz, gdy facet jest już spokojnie po pięćdziesiątce, a dalej jeździ na desce i kompletnie nie zwalnia tempa. Zdecydowanie Tony Hawk jest riderem, z którym chciałbym od zawsze, obecnie i chyba też w przyszłości najbardziej pojeździć. 

Jaki jest Kamil Zabielski poza deskorolką? Masz jakieś inne (nawet małe) zajawki? Jakie muzyki słuchasz? Może jest jakaś ciekawostka na Twój temat, której ludzie nie mogą wiedzieć?

Po pierwsze: jaki jest Kamil Zabielski poza deskorolką? Trudno mi powiedzieć jaki w ogóle jest Kamil Zabielski. To chyba lepiej widać z drugiej perspektywy. Nie do końca wiem jaki jestem tak naprawdę. Staram się raczej funkcjonować sam ze sobą w pełnej zgodzie i robić to, co kocham. Poza deskorolką wydaje mi się, że robię dosyć dużo rzeczy. Uwielbiam czytać chociaż obecnie nie mam na to czasu. Przynajmniej dwa czy trzy razy w tygodniu, gdy już wieczorem wracam do domu i kładę się do łóżka to otwieram Władcę Pierścieni. Uwielbiam to i mam nawet dwa tatuaże – hełm Witch Kinga i miecz Isildura. Jestem nerdem trochę jeśli chodzi o Władcę Pierścieni – od zawsze kocham i uwielbiam. Na pewno lubię czytać, na pewno lubię oglądać dobre seriale czy filmy chociaż ostatnio jest ich coraz mniej. Polecam Wam bardzo Chłopów, którzy ostatnio wyszli w kinie – to jeden z fajniejszych filmów, jakie widziałem od naprawdę dłuższego czasu. Niedawno poznałem coś pięknego – wspinaczkę. Przychodzą do mnie na zdjęcia „Drugie Życie” Olek i Kuba (których bardzo serdecznie pozdrawiam) i zajawili mnie do wspinania się. Od lat chciałem tego spróbować. Zawsze z jakiegoś powodu było mi nie po drodze. Tym razem mi się udało i dotarłem na ściankę wspinaczkową. Zakochałem się w tym. Jesteś tylko Ty, jest tylko ścianka i wspinanie. Trochę przypomina mi to dzieciństwo, gdy właziłem na drzewa czy gdziekolwiek np. na rusztowania. Podoba mi się to i jaram się tym. To jest kompletnie coś innego niż deskorolka, bo w desce cały czas obcuje się z tym ruchomym przedmiotem pod nogami, z którym wykonuje się różnego typu ewolucje, a tutaj czegoś takiego nie ma – jak mówiłem jesteś Ty, ścianka i wspinanie – nic więcej. Jest to zupełnie inne od deskorolki chociaż widzę też pewne podobieństwa. Muzyka – słucham głównie hip-hopu, deep techno, soundtracków i ostatnio polubiłem country. Jeśli chodzi o ciekawostki to myślę, że jest ich sporo. Wybiorę jakąś taką nacechowaną bardziej negatywnie. Rzeczą, której pewnie spora liczba osób nie wie jest to, że od wielu wielu lat zmagam się niestety z astmą oskrzelową. Nie wiem czy to słychać w tym jak się wypowiadam, ale dosyć ciężko mi się oddycha. Dosyć mocno pokrzyżowało to w wielu sytuacjach moje aspiracje i plany deskorolkowe. Wiele razy miałem tak, że naprawdę trudno było mi jeździć na zawodach czy w ogóle gdziekolwiek, gdy miałem duszności. Na szczęście biorąc pod uwagę to w jaki sposób moje życie się zmienia i jakie sam podejmuję decyzję to z tą astmą jest sto razy lepiej. Dlaczego o tym mówię? Bo chciałbym powiedzieć, że naprawdę warto załatwiać tego typu sprawy i zadbać o zdrowie od samego początku. Gdy byłem młodszy nie zdawałem sobie sprawy jak prostym jest nic nie robienie, jak banalnym jest dosłownie olanie tematu i męczenie się z takimi dolegliwościami. Wziąłem pod uwagę to, że chcę jeździć na desce całe życie, zabrałem się za tą astmę bardzo porządnie. Zacząłem robić sesje oddechowe, morsować, polepszać swoją odporność i wzmacniać płuca każdym sposobem, jakim znajdę – nie dość, że naturalnym to jeszcze farmakologicznym. W tym momencie praktycznie w ogóle ta astma mi nie doskwiera. Mogę jeździć i ciesząc się zdrowiem nie męcząc i nie dusząc się. Tak samo z aparatem na zęby, który mam na sobie. Gdy byłem młodszy myślałem „po co mi aparat? To nie ma sensu”. Potem zrozumiałem, że proste zęby to zdrowe zęby. Chcesz jeździć na desce całe życie czy robić cokolwiek innego? Po pierwsze musisz mieć siłę i energię do tego. Jeśli doskwierają Ci rzeczy, które mógłbyś załatwić, bo nie mówię o chorobach, które kompletnie nie podlegają naszej woli zmiany, ale jeżeli masz możliwość zmiany zdrowia na lepsze – zrób to.

Jakie są Twoje plany na 2024 rok?

Po pierwsze dosłownie wczoraj na relację wstawiłem, że moim planem jest nagranie 365 poradników. Chciałbym specjalnie dla Was nagrać 365 tutoriali, które wrzucę na Instagrama, TikToka, Facebooka i YouTube. Jest to nie lada wyzwanie zwłaszcza jeśli te filmiki mają być rzeczywiście merytoryczne i możecie z nich coś wyciągnąć i czegoś się nauczyć. Uważam, że nie będzie lekko, ale zrobię to – 365 poradników w całym roku od Skate Strategies. Po drugie rozwijać YouTube’a (nowy film w każdą środę). Po trzecie jeździć jak najwięcej na desce. Po czwarte (a tak naprawdę po pierwsze) zadbać o siebie, bliskich oraz rodzinę i być człowiekiem, z którego sam jestem dumny. 

Fot. Radomił Poziom Gomułka @poziom_tattoo_and_photos

2 odpowiedzi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.